Musli musli musli...
Istnieje dla mnie kilka pozycji, które zawsze znajdą miejsce w kuchennej szafce.
Najlepiej, gdy są to produktu o długiej dacie ważności.
Honorowe miejsce zajmuje musli. Własnej roboty, aromatyczne, chrupiące. Często skomponowane z wielu różnych składników - płatków kokosowych, daktyli, orzechów, czekolady, jagód.
Gdy człowiek nie pełni roli pracownika, to delektuje się czasem wolnym. Może go wykorzystywać do różnych przyjemności, poprzeplatanych z wykonywaniem obowiązków domowych. I nagle gotowanie zajmuje więcej czasu, dom jest czystszy, a w lodówce nie zalegają przeterminowane produkty.
Gorzej gdy pracujemy. Trudniej jest nam znaleźć czas na domowe przyjemności.
Stety/niestety znajduję się aktualnie w pierwszej sytuacji... Zatem wpadłam na pomysł!
Chcę wyjść na przeciw osobom, które nie mają czasu na gotowanie i zaczynam...
... produkcję musli.
Otwieram swoją małą fabrykę w mojej małej kuchni, aby zadowolić wszystkich tych, którzy chcą być zadowoleni :)
Zaczynam od jednego produktu - tzw. "Klasyka"
Składniki:
- płatki owsiane,
- otręby żytnie,
- rodzynki,
- sezam,
- siemię lniane,
- miód,
- cynamon
Wszystkie produkty zostały sprowadzone od polskich producentów. Między innymi z firmy Kłos-Pol, która dostarcza mi wyroby suche.
Po drugą część produktów, czyli miód i czasem owoce jeżdżę do Żyrardowa na sobotni targ.
Warzyw i owoców w takiej jakości nigdy nie spotkałam. Cud, miód!
Zatem zachęcam i zapraszam serdecznie.
Cena jednego takiego opakowania, to 7zł. Waga: 350g. Dowóz na terenie Warszawy w moim zakresie. Przy zakupie jednego opakowania, koszt z dojazdem, to 10zł. Przy zakupie dwóch opakowań, koszt wynosi 18zł.
Oczywiście zawsze chętnie zaproszę zainteresowanych Klientów po odbiór osobisty, na Ujazdów, obok Łazienek Królewskich.
poniedziałek, 20 listopada 2017
Musli
Etykiety:
bio,
cynamon,
domowe,
eko,
granola,
kolacja,
kraft,
miód,
młoda kuchnia,
Musli,
płatki owsiane,
pomysł,
pomysł na śniadanie,
prezent,
produkcja,
śniadanie,
święta,
własnej roboty,
wyroby domowe,
zdrowe
wtorek, 28 lipca 2015
Owoc pić!
Owoc pić!
Umówmy się, owoce są exxtra. Ilośc możliwości w sposobie ich jedzenia jest pokaźna: po prostu-surowe, z mięsem, w sałacie, w czekoladzie, pieczone itd. Ja wybrałam ich płynną formę. Zblendowałam mango z truskawkami i dodałam kilka kropelek jogurtu naturalnego na wierzch. Do przydekorowania użyłam płatków owsianych. Z perspektywy czasu, żałuję, że nie dodałam kilku listków świeżej mięty. Polecam ;)
Umówmy się, owoce są exxtra. Ilośc możliwości w sposobie ich jedzenia jest pokaźna: po prostu-surowe, z mięsem, w sałacie, w czekoladzie, pieczone itd. Ja wybrałam ich płynną formę. Zblendowałam mango z truskawkami i dodałam kilka kropelek jogurtu naturalnego na wierzch. Do przydekorowania użyłam płatków owsianych. Z perspektywy czasu, żałuję, że nie dodałam kilku listków świeżej mięty. Polecam ;)
środa, 17 września 2014
Mloda Kuchnia
Witam znowu. Wróciłam. Wstawiam kilka zdjęć jedzenia, które zrobiłam ostatnimi czasy. Smacznie i chyba dosyć zdrowo.
piątek, 19 kwietnia 2013
piątek, 8 lutego 2013
Tortellini.
Po długiej przerwie w dodawaniu postów, spowodowanej przygotowaniem do matury, powracam z moimi ukochanymi makaronami. Tym razem są to pierożki tortellini nadziewane mozarellą i pomidorami. Niestety wszystkie tortellini, nieważne z jakim nadzieniem, smakują podobnie. Co nie znaczy, że są niesmaczne, wręcz przeciwnie.
Przygotowałam je w mój ulubiony, bo pewny sposób. Pasuje on do każdego rodzaju makaronu a powstał przez nudę i lenistwo w czystej postaci. Potrzebne jest do niego bardzo niewiele składników, są to: koncentrat pomidorowy, czosnek, cebula i boczek. Działań związanych z zrobieniem tego dania jest tak samo mało jak składników. Należy podgotować przez ok. minutę dużą garść tortellini, podsmażając jednocześnie boczek na oliwie (wedle uznania może być to naturalnie olej). Jak boczek się mocno zarumienił, dodałam do niego drobno posiekanej cebuli (około połowę małej cebuli). Zawsze, przy makaronach, zwracam uwagę, żeby cebula nie przyrumieniła się, ale jest to już kwestia gustu. Dodałam 1/4 ząbka czosnku i znowu uważałam, żeby się nie przypiekł, ale tym razem nie jest to kwestia smaku a poprawności. Mocno usmażony czosnek staje się kwaśny. Przed ostatnim krokiem było dodanie tortellini i wymieszanie wszystkiego. Na koniec ok. 2-3 łyżeczek koncentratu pomidorowego, chwilowe podtrzymanie na ogniu i gotowe. Jak makaron znalazł się już na talerzu, posypałam go świeżo startym parmezanem i rukolą.
Po długiej przerwie w dodawaniu postów, spowodowanej przygotowaniem do matury, powracam z moimi ukochanymi makaronami. Tym razem są to pierożki tortellini nadziewane mozarellą i pomidorami. Niestety wszystkie tortellini, nieważne z jakim nadzieniem, smakują podobnie. Co nie znaczy, że są niesmaczne, wręcz przeciwnie.
Przygotowałam je w mój ulubiony, bo pewny sposób. Pasuje on do każdego rodzaju makaronu a powstał przez nudę i lenistwo w czystej postaci. Potrzebne jest do niego bardzo niewiele składników, są to: koncentrat pomidorowy, czosnek, cebula i boczek. Działań związanych z zrobieniem tego dania jest tak samo mało jak składników. Należy podgotować przez ok. minutę dużą garść tortellini, podsmażając jednocześnie boczek na oliwie (wedle uznania może być to naturalnie olej). Jak boczek się mocno zarumienił, dodałam do niego drobno posiekanej cebuli (około połowę małej cebuli). Zawsze, przy makaronach, zwracam uwagę, żeby cebula nie przyrumieniła się, ale jest to już kwestia gustu. Dodałam 1/4 ząbka czosnku i znowu uważałam, żeby się nie przypiekł, ale tym razem nie jest to kwestia smaku a poprawności. Mocno usmażony czosnek staje się kwaśny. Przed ostatnim krokiem było dodanie tortellini i wymieszanie wszystkiego. Na koniec ok. 2-3 łyżeczek koncentratu pomidorowego, chwilowe podtrzymanie na ogniu i gotowe. Jak makaron znalazł się już na talerzu, posypałam go świeżo startym parmezanem i rukolą.
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Julia Child - Gotuj z Julią
Każdy miłośnik gotowania, powinien mieć książkę, która pomoże mu odkrywać nowe tajemnice tej fascynującej sztuki. Dla niektórych jest to Jamie Olivier, Nigella Walson, czy Nela Rubinstein. Moją skarbnicą wiedzy jest książka "Gotuj z Julią", autorstwa Julii Child. Znajdują się w niej przepisy podstawowe oraz te trudniejsze, dla bardziej zaawansowanych. Jedynym minusem, który zauważam, to dość słabe tłumaczenie, które czasami przeszkadza. Ale można z tym wygrać, czytając po prostu dany przepis kilka razy więcej niż zazwyczaj. Bo naprawdę warto zrozumieć :)

Każdy miłośnik gotowania, powinien mieć książkę, która pomoże mu odkrywać nowe tajemnice tej fascynującej sztuki. Dla niektórych jest to Jamie Olivier, Nigella Walson, czy Nela Rubinstein. Moją skarbnicą wiedzy jest książka "Gotuj z Julią", autorstwa Julii Child. Znajdują się w niej przepisy podstawowe oraz te trudniejsze, dla bardziej zaawansowanych. Jedynym minusem, który zauważam, to dość słabe tłumaczenie, które czasami przeszkadza. Ale można z tym wygrać, czytając po prostu dany przepis kilka razy więcej niż zazwyczaj. Bo naprawdę warto zrozumieć :)
Książka ta według mnie, jest podstawą każdej kuchni. Można się z niej nauczyć nawet jak ugotować odpowiednio jajka, czy poznać najprostszy przepis na kruche ciasto. Dzięki niej możemy rozbudowywać swoją wiedzę. Uważam ją za fundament wiedzy każdego kucharza.
poniedziałek, 14 stycznia 2013
poniedziałek, 7 stycznia 2013
czwartek, 3 stycznia 2013
Ravioli z mięsem, w sosie śmietanowo-winnym
Na mój, dzisiejszy obiad przygotowałam włoskie pierożki nadziewane mięsem. Usmażyłam wędzony boczek z cebulą, lekko ugotowałam ravioli i odstawiłam je na bok, żeby zająć się najlepszą częścią przygotowania - sosem. Jest on niezwykle łatwy, bo przygotowuje się go od razu na patelni, obok boczku i cebuli. Dodałam ok. 2-3 łyżek stołowych śmietany, tak żeby "górowała' nad mięsem. Nie mieszałam. Na śmietanę wylałam trochę białego wina (jedno, dużo chluśnięcie) i dopiero wtedy wymieszałam z resztą. Dodałam świeżego czosnku i ravioli. Na talerzu posypałam danie świeżym parmezanem i małą garścią kiełków rzodkiewki. Na koniec świeżo zmielony czarny pieprz i gotowe :)
Na mój, dzisiejszy obiad przygotowałam włoskie pierożki nadziewane mięsem. Usmażyłam wędzony boczek z cebulą, lekko ugotowałam ravioli i odstawiłam je na bok, żeby zająć się najlepszą częścią przygotowania - sosem. Jest on niezwykle łatwy, bo przygotowuje się go od razu na patelni, obok boczku i cebuli. Dodałam ok. 2-3 łyżek stołowych śmietany, tak żeby "górowała' nad mięsem. Nie mieszałam. Na śmietanę wylałam trochę białego wina (jedno, dużo chluśnięcie) i dopiero wtedy wymieszałam z resztą. Dodałam świeżego czosnku i ravioli. Na talerzu posypałam danie świeżym parmezanem i małą garścią kiełków rzodkiewki. Na koniec świeżo zmielony czarny pieprz i gotowe :)
Ravioli kupiłam gotowe we wspaniałym sklepie "Picollo Italia"
środa, 2 stycznia 2013
Piszę trochę późno, ponieważ właśnie zakończyłam przeprowadzkę do nowego lokum. A co się z tym wspaniałego łączy? Nowa kuchnia. Już w pierwszych dniach rezydowania miałam okazję sprawdzić funkcjonalność tego, jakże przyjemnego pomieszczenia. Cała tegoroczna wigilia była przygotowana przez moją mamę, z - mam nadzieję, że dość znaczącą - pomocą z mojej strony. Swoje dwa grosze dorzuciła jeszcze Babcia. Wigilia była idealna.
Złożyły się na nią tradycyjne dania, jak i te osobiste, Nasze.
Ryba po Grecku. (a dokładniej dorsz)
Kapusta.
Drugi dzień świąt.
Drugim powodem dla mianowania go "najlepszym" jest fakt, że lodówka nadal była pełna wigilijnego jedzenia. Z jak wielką przyjemnością usiadłam wieczorem na kanapie, przygotowałam porcję sałatki jarzynowej, ryby po grecku, i włą-
czyłam ulubiony film.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Kanapka z boczkiem, cebulą, rukolą i majonezem.
Łatwa, szybka i pyszna. Nie ukrywam - najlepsza na dolegliwości po weekendowe. Zrobiona z wędzonego boczku, świeżego chleba z Szadka - pod łódzkiej miejscowości (najlepszy jaki miałam przyjemność jeść), majonezu Winiary oraz rukoli, do której, po wielu nieudanych próbach, udało mi się wreszcie przekonać. Wszystko przyprawione czarnym pieprzem.
Wariacje, czyli ewentualne dodatki:
ser żółty
ser pleśniowy
ogórek kiszony (koniecznie)
musztarda
Łatwa, szybka i pyszna. Nie ukrywam - najlepsza na dolegliwości po weekendowe. Zrobiona z wędzonego boczku, świeżego chleba z Szadka - pod łódzkiej miejscowości (najlepszy jaki miałam przyjemność jeść), majonezu Winiary oraz rukoli, do której, po wielu nieudanych próbach, udało mi się wreszcie przekonać. Wszystko przyprawione czarnym pieprzem.
Wariacje, czyli ewentualne dodatki:
ser żółty
ser pleśniowy
ogórek kiszony (koniecznie)
musztarda
niedziela, 16 grudnia 2012
IMBIR.
Rozgrzewający i pobudzający, ale równocześnie uspokajający. Stosowany jako lekarstwo na wiele chorób, od tysięcy lat. Imbir swoją sławę zawdzięcza ludom wschodnim, które dodają go do swoich potraw, znanych na całym świecie. Nie tylko oczyszcza nasze kubki smakowe (np. podczas jedzenia sushi), ale także nadaje aromatu daniom mięsnym, jak i wegetariańskim.
Ja go wykorzystałam jako środek bakteriobójczy, w celu pozbycia się jakże nieprzyjemnego przeziębienia.
Przy zakupie warto zapytać o pochodzenie imbiru (polecam Brazylijski) i zwrócić uwagę, czy nie jest wysuszony. Idealny imbir powinien mieć połysk i gładką skórkę.
Umyty imbir (wykorzystałam korzeń o długości ok.3 cm) pokroiłam na cienkie plastry (3-4mm), wrzuciłam do kubka i zalałam gorącą wodą (ok.80'C). Wycisnęłam trochę soku z cytryny, dodałam 5-6 goździków, trochę świeżo startej gałki muszkatołowej, dwie łyżeczki cukru oraz pokaźną łyżeczkę miodu (mi pasuje tutaj każdy rodzaj miodu). Wszystko dokładnie wymieszałam i zakryłam talerzykiem.
Po mniej więcej 5 minutach zostało mi już tylko przelanie wywaru przez sitko. Gotowe.
Na zdrowie!
Rozgrzewający i pobudzający, ale równocześnie uspokajający. Stosowany jako lekarstwo na wiele chorób, od tysięcy lat. Imbir swoją sławę zawdzięcza ludom wschodnim, które dodają go do swoich potraw, znanych na całym świecie. Nie tylko oczyszcza nasze kubki smakowe (np. podczas jedzenia sushi), ale także nadaje aromatu daniom mięsnym, jak i wegetariańskim.
Ja go wykorzystałam jako środek bakteriobójczy, w celu pozbycia się jakże nieprzyjemnego przeziębienia.
Przy zakupie warto zapytać o pochodzenie imbiru (polecam Brazylijski) i zwrócić uwagę, czy nie jest wysuszony. Idealny imbir powinien mieć połysk i gładką skórkę.
Umyty imbir (wykorzystałam korzeń o długości ok.3 cm) pokroiłam na cienkie plastry (3-4mm), wrzuciłam do kubka i zalałam gorącą wodą (ok.80'C). Wycisnęłam trochę soku z cytryny, dodałam 5-6 goździków, trochę świeżo startej gałki muszkatołowej, dwie łyżeczki cukru oraz pokaźną łyżeczkę miodu (mi pasuje tutaj każdy rodzaj miodu). Wszystko dokładnie wymieszałam i zakryłam talerzykiem.
Po mniej więcej 5 minutach zostało mi już tylko przelanie wywaru przez sitko. Gotowe.
Na zdrowie!
czwartek, 13 grudnia 2012
Kukbuk.
Nowe odkrycie, nowe zdjęcia, nowe przepisy i nowe pomysły. Wszystko to wraz z ukazaniem się magazynu kulinarnego o wdzięcznej nazwie "Kukbuk". Co dwa miesiące, będziemy mieć okazję obcować z efektem naszej i wielu innych osób pracy. "Naszej" ponieważ nie są to tylko redaktorzy gazety, ale też wszyscy Ci, którzy tworzą kuchnię. Bo skąd się czerpie inspiracje, jak nie od innych doświadczonych bardziej, czy mniej ludzi?
Jestem bardzo szczęśliwa i chyba nawet dumna z założycielek tego dwu-miesięcznika, ponieważ wreszcie doczekaliśmy się grupy ludzi, którzy szanują i kochają jedzenie. A do tego pokazują to, w tak wspaniały sposób! Wszystko w "Kukbuku" jest (odważę się) idealne. Nie będę zdradzać sekretów, ale bardzo ciężko mi to przychodzi.
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Bucatini Carbonara.
Bucatini jest to dosyć specyficzny rodzaj makaronu, z racji małego tunelu, który ciągnie się przez całą długość nitki. Dzięki temu, szybciej się gotuje a wszelaki sos dostaje się do środka. Dlatego też wybrałam połączenie: Bucatini + sos Carbonara.. Uwielbiam carbonarę, z racji procesu gotowania i efektu, który zawdzięczam dość banalnym składnikom.
Bucatini jest to dosyć specyficzny rodzaj makaronu, z racji małego tunelu, który ciągnie się przez całą długość nitki. Dzięki temu, szybciej się gotuje a wszelaki sos dostaje się do środka. Dlatego też wybrałam połączenie: Bucatini + sos Carbonara.. Uwielbiam carbonarę, z racji procesu gotowania i efektu, który zawdzięczam dość banalnym składnikom.
Mój sposób przygotowania jest łatwy, ale dość złożony.
1.Przygotowanie:
Ilość jajek zawsze uzależniam od ilości osób, które będą jeść.(2os. = 2 jajka itd.) Nie rozdzielam też żółtka od białka, dodaję je w całości. Wybieram zawsze śmietanę 18% Piątnicy lub śmietanę kremówkę 30% Łowicza. Boczek oczywiście wędzony, najlepiej niekrojony wcześniej. Do tego jeszcze parmezan, czarny pieprz i sól morska. Co do makaronu, to jest wiele możliwości, ponieważ Carbonara pasuje do prawie każdego rodzaju.
2. Pierwszy etap:
Równocześnie gotuję makaron i smażę boczek (już pokrojony; w garnku lub na patelni). Podczas gotowania makaronu, do gotującej się wody dolewam trochę oliwy. Jak już się ugotuję, odlewam trochę wody (szklanka/dwie), odlewam resztę i przepłukuję makaron zimną wodą.
Boczek powinien mieć idealnie złoto - brązowy kolor. Jak już dojdzie do takiego stanu, dokładamy do niego makaron. Dolewamy trochę wody z gotowania makaronu i wyciskamy połowę ząbka czosnku.
W międzyczasie przygotowuję sos. Załóżmy, że będą jeść dwie osoby, dlatego też dodaje dwa jajka do mniej więcej całego opakowania śmietany (18%). Mieszam, dodaję czarnego pieprzu i odstawiam.
3. Najlepsza część:
Jak makaron przejmie kolor boczku, to powoli zaczynam myśleć o dolaniu sosu. Jest to najtrudniejsza część, która wcale nie jest trudna ;) Najpierw dodaję mniej więcej połowę sosu, czekam aż zgęstnieje w towarzystwie makaronu i boczku a następnie dolewam drugą część. Ważną rzeczą, o której trzeba pamiętać podczas przygotowywania tego dania, jest to, że w sosie jest jajko i z łatwością można zamienić carbonarę w jajecznicę. Danie należy zdjąć z ognia aż jego konsystencja będzie zbliżona do mojej, ze zdjęcia.
4. Przybranie:
Carbonarę zawsze podaję ze świeżo startym parmezanem, posypuję czarnym pieprzem i solą. Do tego zachęcająco wygląda listek bazylii, czy szałwii.
Smacznego!
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Niezniszczalny Tatar.
A dokładniej Befsztyk Tatarski. Znany i towarzyszący nam (Polakom) od wielu lat. Z każdym rokiem dołącza wiele osób do grona wielbicieli tej przystawki. Tak też było ze mną. Na początku zniechęcał mnie fakt zjedzenia surowego mięsa, bez, nawet najmniejszej, obróbki termalnej.
Tropem dobrego befsztyka dotarłam do sklepu "Krakowski Kredens", gdzie za radą mojej przyjaciółki, dostałam jednego z najlepszych, jakie jadłam. Na razie nie próbowałam sama stworzyć tatara, ale z każdą kolejną porcją staram się odkryć "tajną recepturę" najlepszego tatara.
Tutaj podany w towarzystwie ogórka kiszonego, cebuli,
okruszków parmezanu i żółtka z jajka przepiórczego.
poniedziałek, 26 listopada 2012
Monday, Monday...
Wracam do pisania, wraz z tym, jakże nieprzyjemnym dniem. Mam nadzieję, że osłodzę Wam trochę Poniedziałek ten, jak i kolejne, które nieubłaganie szybko zbliżają się do nas, przynosząc ze sobą co raz to nowe wyzwania i obowiązki.
Moim co tygodniowym zadaniem do spełnienia, będzie przynajmniej jeden post w "Młodej Kuchni", którą szczerze zaniedbałam ostatnimi czasy. A może powstanie z tego coś większego?
Bon Appétit.
Słodka klasyka.
| Pralini o przeróżnych gamach, a w tle trufle w kilkunastu smakach |
Dzisiaj wyjątkowe osłodzenie, a nawet, zasłodzenie, ale dokonane w jakże przyjemny sposób!
Mimo pięknego słońca, poniedziałek nadal jest tym dniem, który chcielibyśmy omijać szerokim łukiem. Mi się to jakoś udało za sprawą zrobienia kilku ciekawych zdjęć i odwiedzenia mojej świątyni z dzieciństwa - sklepu firmowego E.Wedel na ul. Szpitalnej.
Wspomnienia powróciły wraz z pierwszym łykiem gorącej, mlecznej czekolady. Jednak (jak to w Poniedziałki bywa) spotkało mnie też niemałe rozczarowanie - z witryn sklepu zniknęła wielka fabryka czekolady, prowadzona przez rodzinę Krasnali. Mówię tutaj oczywiści o dekoracji świątecznej, która zawsze była dla mnie symbolem nadchodzących świąt... Czas chyba znaleźć jakiś inny wyznacznik tego wspaniałego czasu.
A tutaj moje małe zakupy:
Czekolada pitna mleczna do zrobienia w domu (wystarczy mleko i śmietana kremówka).
Limitowana edycja czekolad.
Ja wybrałam wersję z syrenką Warszawską.
wtorek, 25 września 2012
Och, Paryż...
| Oliwki na niedzielnym marché |
Przez ostatnie 4 dni spędzałam czas na ulicach miasta miłości, na których marzę by spełniać wszystkie swoje przyziemne pragnienia. Te osobiste jak i kulinarne. Największą jednak chęcią pałam do uczenia się sztuki gotowania od największych - kucharzy z Le Cordon Bleu, Mam ogromną nadzieję, że dam radę to zrobić, ale nie jest to tania zabawa. Mam już jeden kurs na oku, trwa on 3 miesiące. Co za wspaniała perspektywa, spędzenia 3 jesiennych miesięcy w Paryżu! Taka wizja motywuje mnie do poświęcenia wielu spraw na rzecz tego, w czym się czuję spełniona - gotowania.
| |
| Entrecote z pommes de terre frites |
Wszystkie moje zmysły przeżywały istną ekstazę. Słuch, dotyk, ale przede wszystkim wzrok, węch i smak. Francuski wraz z muzyką tworzyły parę idealną, przypominającą niebiański głos Edith Piaf śpiewającą "Milord", czy dzieła wielkiego, współczesnego kompozytora - Yann'a Tiersen'a. (autor ścieżki dźwiękowej do "Amelii"). Dzięki trzymaniu najlepszych materiałów od "największych" dało się nawet na chwilkę zapomnieć, że przebywa się właśnie w galerii La Fayette z dachem wyglądającym niczym wszystkie rozety świata złożone w całość. Dopełnieniem idealnym było jedzenie. Jedzenie o tak wysokiej jakości i o przeróżnej kompozycji smakowej, że momentami nie byłam w stanie uwierzyć, że to niepozorne danie leżące przede mną na talerzu może mieć taki smak i aromat! Do tego butelka wina, czy mała szklanka piwa i czułam się jak w niebie.
| Le Boeuf steak z pommes de terre frites i sosem pieprzowym |
wtorek, 11 września 2012
Masło Czosnkowo - Pietruszkowe.
Wystarczy wsypać do blendera garść pietruszki, jeden pokaźny ząbek czosnku,
dosyć dużą ilość soli, trochę świeżo zmielonego czarnego pieprzu i ok. 70-80g masła.
Masło polecam pokroić na plastry, żeby wszystkie składniki się szybko połączyły i, żeby masy nie trzeba było za długo miksować. Za długie miksowanie grozi powstaniem istnej papki, a nie masła o idealnej konsystencji z wyraźnymi jednak bodźcami smakowymi. Zawsze odstawiam tego typu wyroby na jakiś czas do lodówki, aby "przeszły smakiem".
Coś tak prostego, a tak dobrego!
(Ze względu na dużą zawartość czosnku, nie polecam jeść tego masła na śniadanie :) )
Wystarczy wsypać do blendera garść pietruszki, jeden pokaźny ząbek czosnku,
dosyć dużą ilość soli, trochę świeżo zmielonego czarnego pieprzu i ok. 70-80g masła.
Masło polecam pokroić na plastry, żeby wszystkie składniki się szybko połączyły i, żeby masy nie trzeba było za długo miksować. Za długie miksowanie grozi powstaniem istnej papki, a nie masła o idealnej konsystencji z wyraźnymi jednak bodźcami smakowymi. Zawsze odstawiam tego typu wyroby na jakiś czas do lodówki, aby "przeszły smakiem".
Coś tak prostego, a tak dobrego!
(Ze względu na dużą zawartość czosnku, nie polecam jeść tego masła na śniadanie :) )
wtorek, 4 września 2012
Les Macarons
Od kilku tygodni zbierałam się do kupienia tych słodkości. Nie zrobiłam tego do tej pory z jednego powodu.
Jak na coś tak małego i drobnego cena jest "dosyć" wygórowana. Za jednego makaronika musiałam zapłacić 4,50. Istnieją na szczęście promocje, które jako tako ratują sytuację. Smak był adekwatny do wyglądu.
Smaki: różowy - truskawka, kremowy - wanilia, żółty - toffi, czarny - lukrecja
Smaki: różowy - truskawka, kremowy - wanilia, żółty - toffi, czarny - lukrecja
Pyszności!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




